Wspomnienia…

Tytuł: Wspomnienia…
Autor: Cruz

Fabuła: Śmierć Cruz była wstrząsem. Ja staram się ten wstrząs opisać. Staram się opisać wstrząs wywołany śmiercią Cruz, wstrząs widoczny w życiu innych bohaterów, którzy przeżyli i którzy musieli sobie z tym wstrząsem poradzić…
Notka dodatkowa od autorki: Pomysł zrodził się po moich długich przemyśleniach. Jak pisałam wyżej – śmierć Cruz była wstrząsem. Ogromnym. I choć wiem, że to był tylko serial to dla mnie też był to wstrząs. Również ogromny. Zawsze ubolewałam, i ubolewać będę, nad faktem, że scenarzyści poświęcili śmierci Cruz tak mało miejsca w ostatnim odcinku „Brygady ratunkowej”, a zwłaszcza w jego ostatnich minutach. Uważam, że popełnili błąd, a ja ten błąd staram się naprawić moim opowiadaniem. Mam nadzieję, że skutecznie. Jak zwykle, czekam na komentarze! Dodam jeszcze, że opis pogrzebu Cruz będzie zawarty najprawdopodobniej w ostatniej części opowiadania.

To opowiadanie dedykuję Scully, która wyraziła zainteresowanie moim pomysłem. Dziękuję :* Mam nadzieję, że opowiadanko Ci się spodoba.

WSPOMNIENIA…
by
Cruz

Część pierwsza
A song for a heart so big

– Jak się zorientuję, że jesteś gotowa? – spytałem.
– Będziesz wiedział – odpowiedziała patrząc mi prosto w oczy. Te oczy… Te jej ciemne, piękne oczy wpatrzone we mnie. Do dziś kiedy zasypiam widzę to spojrzenie, to spojrzenie pełne bólu, cierpienia, dziwnego i nieopisanego strachu i… miłości.
– Czekaj – złapałem ją za rękę i powstrzymałem przed wyjściem z samochodu. Nie mogłem tak po prostu pozwolić jej odejść. Nie po tym wszystkim. Nie tym razem. A jednak pozwoliłem… Do dziś mam poczucie winy. Nie mogę sobie tego darować. Tego, że pozwoliłem jej odejść że pozwoliłem jej wyjść z auta. – Jesteś pewna? – zadałem kolejne pytanie. Bałem się. Bałem się o nią. Czułem, że coś jest nie tak. Po prostu to czułem.
– Nie chcę, żeby ubezpieczał mnie ktoś inny – odpowiedziała twardo, a jej głos odbił mi się w uszach chyba z setki razy. I odbija mi się nadal. Wciąż go słyszę. Chciałem zaprotestować, powiedzieć, że to co zamierza jest niedorzeczne, ale ona pochyliła się nade mną i…
pocałowała mnie. Pocałowała. Po tym jak bardzo ją skrzywdziłem, po tym jak powiedziałem to wszystko, powinna mnie nienawidzić, a ona mnie kochała… Tak, kochała mnie. Kiedy spojrzałem jej w oczy wiedziałem, że mnie kocha. I co najwspanialsze, a może najsmutniejsze i najtragiczniejsze w tym wszystkim, ja też ją kochałem. I nadal kocham. Nigdy nie zapomnę tego pocałunku, dotyku jej miękkich warg, jej spojrzenia… Nie zapomnę jak odchodzi nie odwracając się za siebie. Czemu jej nie powstrzymałem? Czemu? Nie zapomnę też tych słów…
„Nie chcę, żeby ubezpieczał mnie ktoś inny” – ostatnich słów jakie do mnie wypowiedziała.
Resztę pamiętam jak przez mgłę… Obserwowałem bazę. Widziałem jak ją rewidują. Widziałem jak wchodzi do budynku. Martwiłem się, czułem, że stanie się coś złego, ale nie przeczuwałem najgorszego. Siedziałem w samochodzie i czekałem. Na nią. Na jej powrót. Na jej spojrzenie. Na jej pocałunek. Na jej uśmiech, który tak rzadko ostatnio widywałem. Czekałem. Nagle usłyszałem wybuch, zobaczyłem ogień. Widziałem jak budynek obok płonie i dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że tam jest ONA! Boże! Nie mogłem w to uwierzyć! Miałem nadzieję, że ona zaraz stamtąd wyjdzie, że to zły sen i zaraz się obudzę. Ale to nie był sen… Długo trwało zanim uświadomiłem sobie, że ona się zabiła. Zrobiła to specjalnie, na własne życzenie. Kiedy to do mnie dotarło zacząłem szukać przyczyny. Manny mi powiedział… Była chora. Miała raka. Pewnie bała się śmierci i… samotności. Dlatego wybrała łatwiejszą i krótszą drogę do końca. Potem zdałem sobie sprawę, że ona to planowała że tego chciała. I uświadomiłem sobie, że ja z nią byłem. Byłem z nią w ostatnich chwilach jej życia. Ja. Byłem z nią. To mnie poprosiła o pomoc. Mnie! Po tym wszystkim co się stało, po tym jak ją przeleciałem, zdradziłem, strzeliłem w jej stronę tamtej nocy w hotelowym pokoju, zostawiłem, a później ostro na nią najeżdżałem, krzyczałem, wytykałem jej błędy. Byłem okropny. Nigdy sobie tego nie wybaczę. A ona mimo tego wszystkiego wybrała mnie, chciała, bym to właśnie ja towarzyszył jej w ostatniej drodze. Ja. Nikt inny. Nikt inny, tylko ja. Nigdy nie wybaczę sobie tego, że nie powiedziałem jej: „Przepraszam Cię, Cruz”. Nigdy nie wybaczę sobie tego, że nie powiedziałem jej tych prostych słów: kocham i dziękuję…. Teraz jest już za późno. O wiele za późno, by to naprawić.

I never said thank you for that,
now I’ll never have a chance.
Hear you me
May angels lead you in.
May angels lead you in.
May angels lead you in.
A song for a heart so big,
god wouldn’t let it live.

Koniec części pierwszej.
CDN…

by
Cruz

* Fragmenty tekstu piosenki „Hear you me” zespołu Jimmy Eat World.

Słowo wstępne: Na początku wielkie dzięki za komentarze. Jesteście super. A teraz nowa, druga, część opowiadania. Nie wiem czy się Wam spodoba, bo nie wyszła mi za dobrze, ale oceńcie sami…

Część druga
Please try to forgive me

Nadal nie mogę w to uwierzyć… Nie pojmuję tego. Nie rozumiem jak ona mogła to zrobić, jak mogła się zabić, odejść i tak po prostu zostawić nas wszystkich? Nawet nie pamiętam jak dokładnie się o tym dowiedziałam. Pamiętam tylko, że Grace, dziewczyna Finney`a, badała mnie w karetce po tym jak wydostałam się z podpalonego komisariatu. Cóż… Spędziłam w nim trochę więcej czasu niż inni, bo starałam się jej pomóc. Naprawdę się starałam. Chciałam, by nic się jej nie stało. W końcu bardzo ją lubiłam, a przez pewien czas łączyło nas coś na kształt przyjaźni, jeśli jeszcze coś takiego jak przyjaźń w policji istnieje. Potem jednak ona dowiedziała się o mnie. Dowiedziała się, że byłam wtyczką. Do tej pory tego żałuję, ale już niczego nie mogę zmienić…

I cannot change the fact*

Wykonywałam tylko swoją robotę. Ona zrobiłaby to samo, gdyby musiała. Zresztą sama zawsze powtarzała, że w pracy nie ma czasu na sentymenty… Jednak kiedy się dowiedziała była wściekła, nazwała mnie „szczurem”, omal nie pobiła, ale ja nie chciałam z nią walczyć, nie…

I hate to fight; that’s not what I want.*

Ciągle odbijają mi się w uszach jej słowa: „Zdradziłaś mnie”. Słowa pełne wściekłości, załamania i żalu…

Betrayed me
Betrayed me*

Och! Wiem, że postąpiłam źle, ale proszę, zrozum! Nie mogłam inaczej! Proszę Cię wybacz mi! Jeśli Cię skrzywdziłam, a wiem, że tak, to proszę… Proszę, wybacz mi!

Even if I hurt you, please try to forgive me**

Nie chciałam Cię zranić, Cruz… Naprawdę nie chciałam… Kurcze! Jak już wspominałam niewiele pamiętam z tego jak się o tym wszystkim dowiedziałam. Byłam w karetce razem z Ty`em i Grace, potem zobaczyłam jak Carlos oświadcza się Holly, a potem… Potem, po tych kilku chwilach radości, ktoś zadzwonił do Ty`a. To był Bosco… Ty bardzo dziwnie się zachowywał, był przybity, jakby nieobecny. W jego oczach zobaczyłam łzy. I wtedy uświadomiłam sobie, że musiało stać się coś złego. Tylko co? Wszystko zaczęło mi wirować przed oczami. Zaczęłam składać w mojej głowie elementy układanki i zdałam sobie sprawę, że Bosco jest, a przynajmniej powinien być, z Cruz. Ale dzwonił. A Ty płakał. Zakręciło mi się w głowie. Zrozumiałam. I nie mogłam w to uwierzyć. Nie mogłam. I nadal czuję się tak, jakby to do mnie nie docierało, jakby to nie była prawda. Ale to jest prawda, a ja nic na to nie poradzę.

I cannot change the fact,
That you’re not coming back.*

Cruz była dla mnie… najlepszą przyjaciółką, prawie siostrą… Jest mi ciężko. Podobnie jak innym. Ale radzę sobie. Muszę sobie radzić. Dla Bosco, Ty`a… Dla innych, którzy też nie mogą w to wszystko uwierzyć. Strasznie mi smutno. Nadal nie mogę zrozumieć: dlaczego? Co takiego się stało, że Cruz postanowiła się zabić? Przecież to do niej w ogóle nie podobne. Ona zawsze była twarda. A może tylko taką udawała? Nie wiem. Mam tylko nadzieję, że Cruz mi wybaczy… Wybaczy to, że ją zraniłam, oszukałam i zdradziłam. Czemu miałaby mi wybaczyć? Bo teraz jestem zupełnie innym człowiekiem. Jeśli ona mi wybaczy to będę wtedy mogła wreszcie spokojnie spać…

Even if I hurt you, please try to forgive me
Now I’m not myself, now I’m someone else**

Koniec części drugiej.
CDN…

by
Cruz

* Fragmenty tekstu piosenki „Betrayed me” zespołu Adema.
** Fragmenty tekstu piosenki „You Are My Shelter” zespołu EKTOMORF.

Słowo wstępne: No to przyszedł czas na część trzecią. Tym razem opisuję śmierć Cruz z punktu widzenia Yokas… Czekam na Wasze opinie.

Część trzecia
Now I don’t feel hate

Dziwne… Przecież wcale jej nie lubiłam, wręcz jej nienawidziłam, a jednak jej śmierć mnie poruszyła, dotknęła… Nigdy nie przypuszczałam, że przejmę się jej śmiercią, być może dlatego, że nigdy nie dopuszczałam do siebie myśli, że ona może umrzeć. Cruz zawsze wydawała mi się taka niezniszczalna, twarda, wręcz nieludzko silna i… co tu dużo mówić podła. Nienawidziłam jej. Naprawdę. Naprawdę jej nienawidziłam! Czemu? To proste. Nienawidziłam jej dlatego, że stanęła między mną, a Bosco. Nienawidziłam jej za to, że zniszczyła naszą, wydawałoby się niezniszczalną, przyjaźń. Nienawidziłam jej za to, że istniała, że była… Po prostu. Ale przecież to takie dziwne, niezrozumiałe. Jak można kogoś nienawidzić tylko dlatego, że jest z bliską ci osobą? Przecież Cruz była z Bosco. Była z Bosco. I wiedziałam, że jest on dzięki niej szczęśliwy, naprawdę szczęśliwy. Ale mimo tego, mimo tego iż życzyłam mu przecież jak najlepiej, nie mogłam znieść faktu, że Bosco spotyka się z tą… suką. Tak, suką. Inaczej jej nie nazywałam. Cruz była dla mnie tylko suką, która chciała pogrążyć Bosco. Nie docierało do mnie, że ona naprawdę go kochała. Tak, kochała go. A on kochał ją. Nadal trudno mi uwierzyć, że oni się kochali, w końcu pogrążali siebie nawzajem, ale taka jest prawda – oni, Cruz i Bosco, się kochali. Jednak, kiedy byli razem nie zastanawiałam się nad tym. Myślałam tylko o sobie, myślałam tylko o tym, że między mną a Bosco stanęła ta trzecia, w moich słowach był gniew, czułam nienawiść, zazdrość i… strach. Strach o Bosco. I o siebie. O to, że przez Cruz między mną, a moim partnerem nie będzie już nigdy tak jak dawniej. I przez ten gniew, nienawiść, zazdrość i strach myślałam, że oszaleję.

In my words selfish, uncontrollable rage
I feel the fear, I feel the hate
And I feel I am going insane*

Potem jednak Bosco zerwał z Cruz. Czemu? Bo ona mnie postrzeliła, omal nie zabiła. Było mi jej żal, żal dlatego, że była sama, że nie miała na kogo liczyć, że Bosco ją zostawił, ale z drugiej strony cieszyłam się. Cieszył mnie fakt, że Bosco wybrał mnie, a nie ją. Wiem… Byłam okropna i taka samolubna, ale nie miałam wyrzutów sumienia. W końcu gdyby Cruz tak bardzo kochała Bosco, a on ją, to przecież nie rozstaliby się, prawda? Przecież miłość wszystko przezwycięży. A ich łączył tylko seks. Tak wtedy myślałam… Jaka byłam głupia… Pamiętam, że po tej całej aferze ze strzelaniną w pokoju hotelowym Cruz zniknęła z mojego życia. Od czasu do czasu mignęła mi gdzieś przed oczami, ale ogólnie starała się schodzić mi z drogi. Podobało mi się to. Nie lubiłam jej, ona nie lubiła mnie. Po co miałyśmy się nawzajem męczyć? Tak było lepiej. Ale potem była strzelanina… Bosco był ranny, poważnie ranny. Martwiłam się. Cruz też, widziałam to w jej oczach. Cruz starała się dopaść drania, który był za to odpowiedzialny, a kiedy go znalazła pomogłam jej go zabić, a ściślej mówiąc to ja go zabiłam. Ale to nie mnie, ale Cruz oberwało się za tę egzekucję. Cruz wylądowała w więzieniu w Rikers, a ja dostałam nominację na detektywa. Uważałam to za niesprawiedliwe, więc po raz pierwszy wstawiłam się za nią i wyciągnęłam ją z więzienia. Nadal się nie lubiłyśmy, ale między nami pojawiła się taka jakby wątła i prawie niewidoczna nić porozumienia. Wiedziałam, że czasy naszej wielkiej nienawiści do siebie bezpowrotnie minęły.

Now I don’t feel hate**

Myślałam, że wszystko wróciło do normy. Cruz i ja wróciłyśmy do roboty – ona na ulicę, a ja za biurko. Rzadko się widywałyśmy. Myślałam, że wszystko jest w porządku, ale najwyraźniej nie było… Trzy dni temu, późnym popołudniem, ktoś zapukał do moich drzwi. Otworzyłam. I przeraziłam się. Zobaczyłam stojącego na progu Bosco. Nie wyglądał dobrze – podkrążone, czerwone i podpuchnięte od płaczu oczy, które starał się ukryć nosząc nisko czapkę z daszkiem, jakieś byle jakie ciuchy… Jednym słowem – obraz nędzy i rozpaczy. Wpuściłam go, a on wszedł i usiadł na kanapie. Usiadłam przy nim. Wiedziałam, że stało się coś złego, coś bardzo złego. Wzięłam go za rękę i spojrzałam mu prosto w oczy. A jego oczy… były puste i nieobecne. Nigdy wcześniej nie widziałam go w takim stanie, nawet wtedy, kiedy umarł Mikey Bosco wydawał się być opanowany, ale nie tym razem. Tym razem Bosco był totalnie załamany. Kiedy na niego spojrzałam, a nasze oczy się spotkały, Bosco rozpłakał się jak małe dziecko: „Cruz nie żyje…” – powiedział zdławionym głosem. Przytuliłam go do siebie, a on płakał w moich ramionach… Pogłaskałam go po głowie i zrozumiałam – on ją kochał. Naprawdę kochał. A ja byłam dla niej i dla niego taka nieczuła, taka okropna i wredna. Zrozumiałam, że teraz zostałam mu tylko ja i że muszę zrobić wszystko, by jak najszybciej pozbierał się po tej tragedii. Zresztą nie tylko on musiał się pozbierać – ja także. Byłam, jestem, przybita. Jak mogłam być dla niej taka okropna? Jak mogłam jej tak nienawidzić???

Now I don’t feel hate
Now I only blame
I only blame myself
Now we are in the end**

Koniec części trzeciej.
CDN…

by
Cruz

* Fragmenty tekstu piosenki „You Are My Shelter” zespołu EKTOMORF.
** Fragmenty tekstu piosenki „Everything” zespołu EKTOMORF.

Słowo wstępne: Część jest dość krótka. Po prostu jak na moje możliwości uczucia Santiago w stosunku do śmierci Cruz są zbyt złożone i zbyt trudne do opisania… Wydaję mi się, że jednak nie wyszło tak źle, chociaż w sumie mogło być o wiele lepiej. Może z biegiem czasu coś jeszcze zmienię w tym opowiadaniu, ale póki co niech będzie tak jak jest.

Część czwarta
Why don’t you let me love you

Siedzę w ciemnym pokoju w moim mieszkaniu. Jestem sam. Całkiem sam w tym pustym, tak obcym mi miejscu. Do tej pory to komisariat był moim domem, moim schronieniem, bo ONA tam była… A teraz już jej nie ma… Czuję się taki samotny jak jeszcze nigdy… Wyglądam przez okno. Patrzę na ulicę, którą tak niedawno przechodziłem razem z nią, ramię w ramię. Najgorsze jest to, że ja już nic nie czuję poza bólem i zagubieniem. Nie mam nadziei na to, że kiedyś będzie lepiej, że znowu zacznę kochać…

There you are, in a darkened room
And you’re all alone, looking out the window
Your heart is cold and lost the will to love*

Nie chcę być samotny. Nie chcę płakać. Nie chcę się załamywać. A jednak nie potrafię inaczej, bo bez NIEJ nie jestem już tym samym człowiekiem. Wraz z jej odejściem straciłem wszystko, całego siebie..

Nobody wants to be lonely
Nobody wants to cry*

Tak bardzo chciałbym ją teraz przytulić, powiedzieć jej to czego wcześniej nie zdążyłem… My body’s longing to hold you* Powiedzieć jej, że ją kochałem i nadal kocham. Wiedziałem o tym od kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy. Od razu się w niej zadurzyłem, ale ona nie chciała się ze mną wiązać, nie chciała się wiązać z nikim… Czemu? Nie wiem. Wydaję mi się, że mi nie ufała, bała się. A może kochała kogoś innego? Nie wiem. Wiem tylko, że straciłem tak wspaniałą kobietę jaką była Cruz, bo bałem się, że mnie odrzuci. A przecież mogłem zaryzykować, prawda? Tak żałuję, że nie zaryzykowałem i nie powiedziałem jej jak bardzo ją kocham… Teraz już nie mogę tego zmienić i właśnie to tak bardzo mnie boli… Boli mnie to, że nie powiedziałem jej co do niej czuję. Boli mnie to, że tak krótko ją znałem. Boli mnie to, że mieliśmy tak mało czasu…

So bad it hurts inside
Time is precious and it’s slipping away*

Boli mnie to, że ona się poddała, nie chciała walczyć. Boli mnie to, że ONA nie żyje. Nie żyje… Moja Cruz, moja ukochana Cruz, nie żyje… Dlaczego?! Dlaczego?! Nie mogę, nie chcę, się z tym pogodzić. Będę na nią czekał. I mam nadzieję, że ona zaczeka na mnie…

And I’ve been waiting for you all of my life*

Jutro jest jej pogrzeb… Nie wiem czy zdołam na niego pójść… Na razie czuję tylko ból i przerażającą samotność… I wciąż zadaję sobie pytanie: „Dlaczego?”. Dlaczego nie pozwoliłaś mi Cię kochać, Cruz?! Ja Cię kochałem… Nadal kocham. I nigdy nie przestanę.

Nobody wants to be lonely
Nobody wants to cry
My body’s longing to hold you
So bad it hurts inside
Time is precious and it’s slipping away
And I’ve been waiting for you all of my life
Nobody wants to be lonely
So why, why don’t you let me love you*

Koniec części czwartej.
CDN…

by
Cruz

* Fragmenty tekstu piosenki „Nobody Wants To Be Lonely” Christiny Aguilery.

Słowo wstępne: To już ostatnia część tego opowiadania. Zachęcam do czytania i komentowania!

Część piąta
Not here but here, gone but not gone

– Bosco, chodź – powiedziała Faith, nieśmiało wchodząc do ciemnego pokoju. Bosco siedział na kanapie. Gapił się w telewizor. I nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że telewizor był wyłączony.

I’m in secure, I’m going down
I feel so lonely in this deep and dark hole*

– Bos… – wyszeptała Yokas i usiadła obok niego. Chwyciła go za rękę i podniosła jego twarz tak, by patrzył jej w oczy.

Look at me*

Jego spojrzenie było przepełnione bólem i cierpieniem jakiego Yokas nawet nie potrafiła sobie wyobrazić. Patrząc na niego wiedziała, że jest z nim źle. I to bardzo źle. To nie był już ten sam człowiek, to nie był już ten sam Bosco, jakiego znała. Teraz patrzył na nią totalnie załamany, zagubiony, mały, nieporadny człowieczek, który nie potrafi sobie poradzić z własnym bólem, z własnym życiem, człowieczek, który całkiem stracił kontrolę nad tym co się dzieje.

Look at me, I hit the bottom
I’m out of my mind, I lose control*

– Musimy iść. Już czas – powiedziała smutno i ruszyła do drzwi. Bosco ani drgnął. Yokas ciężko westchnęła poczym wyszła z pokoju. Nie mogła opanować łez. Nie mogła patrzeć na swojego przyjaciela tak pogrążonego w smutku i żalu. Bosco nadal siedział na kanapie.
Podszedł do niego Sully. Usiadł na przeciw niego i powiedział:
– Wiesz… Kiedy umarła Tatiana nie wiedziałem co ze mną będzie. Byłem załamany i totalnie przybity – zaczął opowiadać, chociaż nigdy nie sądził, że będzie komuś mówił o tym co czuł po śmierci swej żony. Jednak teraz postanowił podzielić się z Bosco swoimi uczuciami, bo zdawał sobie sprawę z tego, że być może jest to ostatnia i jedyna szansa na to, by Bos powrócił do rzeczywistości. – Na początku chciałem żyć tak, jak gdyby wciąż była przy mnie, ale szybko okazało się, że nie potrafię. Wciąż ją gdzieś widziałem, słyszałem jej kroki na schodach, jej głos… Te obrazy i dźwięki wprost rozsadzały mi głowę. Nie mogłem sobie z tym poradzić, więc zacząłem pić. Wtedy ty, Doc i Ty pomogliście mi. Pomogliście. I to dzięki wam się pozbierałem, bo wiedziałem, że mam na kogo liczyć. I wiesz co, Bosco? Ty też masz na kogo liczyć. Masz przyjaciół: mnie, Yokas, Davisa, Monroe… Masz wielu przyjaciół. Jesteś dla nas wszystkich jak rodzina. Możesz na nas liczyć. Zawsze będziemy przy tobie, bo cię kochamy, rozumiesz? Kochamy cię jak brata, jak syna. Będziemy z tobą i pomożemy ci, bo ludzie, którzy cię kochają zawsze będą przy tobie…
– Ale nie ona – wyszeptał Bosco patrząc w podłogę.
– Nie, Bosco. Jej już nie ma wśród nas, ale jednak wciąż jest z nami, rozumiesz? Wciąż jest z nami. Jest w naszych sercach, głowach i umysłach. Wiem co myślisz… Myślisz, że na siłę chcę cię pocieszać karmiąc cię tymi bajeczkami, ale taka jest prawda, Bosco… Ona wciąż z nami jest. I zawsze będzie.
– Wiem… Ale kiedy minie ból? – spytał bezradnie. – Muszę wiedzieć, bo inaczej chyba zwariuję… Ona była dla mnie wszystkim. Wszystkim…

Give me something, the pain is killing me
You are my shelter, you are my shelter*

– Rozumiem cię, Bosco… ale nie mogę powiedzieć ci, kiedy to przestanie boleć, bo nie ma określonej recepty na ból… Może ból minie za miesiąc, może za rok, a może za dwa… Tego nie wie nikt, ale ja wiem jedno – poradzisz sobie, Bosco. Zobaczysz. A teraz chodź – powiedział Sully i podniósł się z krzesła. Bosco również wstał, chociaż ledwo trzymał się na nogach. Sully poklepał go po ramieniu:
– Gdybyś chciał się wygadać… – wyszeptał patrząc na niego współczująco.
– Jasne… Dzięki – wymamrotał Bosco i wyszedł z pokoju.

***

Ty stał przed lustrem i męczył się z krawatem:
– Cholera jasna! – wrzasnął wściekły. Sasha spojrzała na niego po czym podeszła i powiedziała:
– Daj, ja to zrobię – kobieta szybko uporała się z zawiązaniem krawata. Sięgnęła po czarną marynarkę i podała ją Davisowi. – Załóż – powiedziała. Chłopak posłusznie wziął od niej marynarkę i pospiesznie ją ubrał. Stojąc przed lustrem poprawił ubranie. Spojrzał na Sashę siedzącą na kanapie. – A ty? – spytał zdezorientowany.
– Co ja? – udała, że nie rozumie o co mu chodzi.
– Szykuj się. Mamy mało czasu. Pogrzeb jest za godzinę – powiedział smutno. Monroe nawet nie drgnęła.
– Nie idę – stwierdziła.
– Jak to nie idziesz? – spytał. Dziewczyna lekko poruszyła się na kanapie. Ty podszedł bliżej i dopiero wtedy zdał sobie sprawę z tego, że Sasha płacze. – Co się stało? – spytał i usiadł obok niej. Objął ją ramieniem. Monroe przytuliła się do niego.
– Ona nie chciałaby bym była na jej pogrzebie – załkała głośno.
– Co ty wygadujesz? – spytał Ty. Nie oczekiwał jednak odpowiedzi. Wiedział, że powinien ją pocieszyć, powiedzieć, że to co mówi nie jest prawdą, ale nie potrafił. Sam ledwo radził sobie ze śmiercią Cruz i nie był w stanie pocieszać innych. Sięgnął po leżącą nieopodal czarną sukienkę. Podał ją Sashy i powiedział delikatnym, ale stanowczym i nie znoszącym sprzeciwu tonem:
– Ubieraj się. Mamy niewiele czasu.
– Dobrze… – wyszeptała Monroe patrząc mu w oczy i kiwając posłusznie głową. Ty pocałował ją czule i ponownie mocno przytulił.

***

Manny siedział w fotelu w swoim mieszkaniu. Miał na sobie czarny garnitur, białą koszulę, czarny krawat… Był gotowy niemal od rana. Od rana zachowywał się niemal jak robot. Nie myślał, kiedy ubierał się i szykował na pogrzeb. Nie myślał, kiedy wyszedł z mieszkania nawet nie zamykając drzwi. Nie myślał kupując wieniec i kwiaty. Nie myślał jadąc na cmentarz. Przez ostatnie trzy dni Santiago w ogóle nie myślał. Nie potrafił. Nie był w stanie. W jego głowie i sercu było miejsce tylko dla jednej osoby – dla niej.

You know, my heart you claim
My heart belongs to one and only you
I could never want another**

Ale teraz jej już nie było, a on musiał się z tym pogodzić. Musiał się z nią pożegnać.
Właśnie dlatego jechał na cmentarz.

***

Pobliski cmentarz był niemal przepełniony ludźmi. Wbrew krążącej opinii mówiącej o tym, że Cruz lubiło mało osób dość sporo ludzi przyszło się z nią pożegnać i towarzyszyć jej w ostatniej drodze. W cmentarnej kaplicy zgromadzili się głównie policjanci, sanitariusze i strażacy, którzy pracowali z nią lub przy niej przez ostatnich parę lat. W kościele nie zabrakło też miejsca dla ludzi, którzy nie znali Cruz, ale słyszeli o niej, słyszeli o jej poświęceniu, słyszeli o tym, że poświęciła własne życie, by ratować innych przed groźnym, rosnącym w siłę, gangiem. Dla Porucznika Swersky`ego, który zorganizował pogrzeb Cruz, liczba przybyłych osób była znakiem do rozpoczęcia ceremonii. Podczas mszy tylko porucznik Swersky był w stanie zabrać głos i powiedzieć parę słów na temat Cruz:
– Sierżant Maritza Cruz była wyjątkową osobą – zaczął. – Miała ciężkie życie, wiele przeszła, ale mimo wszystkich przeciwności losu dała sobie radę. Była chyba najodważniejszą i najsilniejszą osobą jaką miałem okazję poznać. Cruz była wspaniałą, zawsze gotową do akcji policjantką, policjantką gotową do poświęceń, która nie wahała się oddać własnego życia za życie innych, za życie mieszkańców Nowego Jorku. Właśnie dlatego Departament Policji Nowego Jorku zdecydował się przyznać jej pośmiertnie najwyższe odznaczenie – Medal Honoru. Z dumą mogę powiedzieć, że Sierżant Maritza Cruz jako jedna z nielicznych naprawdę zasłużyła na to niezwykłe odznaczenie, gdyż była wyjątkowym człowiekiem, człowiekiem honoru. Niech spoczywa w pokoju – Porucznik Swersky zakończył przemowę łamiącym się głosem. W oczach miał łzy. Dyskretnie poprosił Bosco, Santiago i Davisa, by pomogli mu nieść trumnę. Za nimi podążyli inni, liczni żałobnicy żegnający Cruz. Wkrótce ostatnia droga Maritzy dobiegła końca. Ksiądz zatrzymał się przy grobie Letici Cruz, gdzie zaraz obok niego został wykopany dół przeznaczony na trumnę policjantki. Zanim jednak trumna została opuszczona Faith Yokas wstała i zajęła miejsce obok księdza:
– Chciałabym powiedzieć jeszcze kilka słów… – zaczęła nieśmiało. – Pewnie wielu z was dziwi się, że to właśnie ja chcę pożegnać Cruz. Przecież nigdy nie darzyłam jej sympatią. Jednak muszę wam wszystkim powiedzieć, że kiedy odeszła zrozumiałam, że naprawdę była kimś wyjątkowym, kimś godnym mojego szacunku i podziwu. Nie zdążyłam jej tego powiedzieć, więc postanowiłam, że uczczę jej pamięć mówiąc parę słów na jej pogrzebie. Zdecydowałam się wyrecytować pewien wiersz, bo ja sama nie jestem w stanie sklecić nawet jednego sensownego zdania. Myślę, że wiersz ten spodobałby się Cruz. Posłuchajcie.
Zachód słońca i gwiazdy już mnie wzywają,
liczę, że szerokie łachy mielizn mnie nie zatrzymają.
Słyszę już dzwonu głos, a mrok ogarnia mnie,
niech żal nie trawi Was gdy pochłonie mnie cień.
Choć czas ni miejsce nie połączą już nas,
to ufam, że bezpiecznie przepłynę przez mielizn szeroki pas.
Dziękuję – skończyła łamiącym się głosem. Kiedy wracała na miejsce zauważyła łzy w oczach innych. Sama miała ochotę się rozpłakać, ale wiedziała, że biorąc pod uwagę jej relacje z Cruz nie byłoby to zbytnio na miejscu. Przed zgromadzonymi stanął wielebny:
– Uczcijmy pamięć Maritzy Cruz minutą ciszy – powiedział wyraźnie wzruszony. Dokładnie na sześćdziesiąt sekund wszyscy zamilkli. Potem jednak Swersky, Bosco, Santiago i Davis ponownie wzięli trumnę i ostrożnie spuścili ją do grobu. Na brązową trumnę posypały się setki kwiatów, głównie białych róż i lilii. Wśród tak wielu kwiatów dwa wyróżniały się szczególnie, a były to dwie ogromne, czerwone róże wrzucone do dołu przez Bosco i Santiago. To oni najbardziej cierpieli po śmierci Cruz i to oni zostali na cmentarzu najdłużej. Kiedy wszyscy się już rozeszli Manny pochylił się nad świeżo postawionym grobem Maritzy i położył na nim jedną czerwoną różę. Nie zważając na stojącego obok niego Bosco wyszeptał: „Zawsze przy Tobie będę, Cruz… Zawsze.”

You know, my heart you claim
I’ll be right here
By your side
Through thickness and through thin
You just don’t know how special you are to me
Can’t you see we’re meant to be,
Don’t fear, I’m right here for you
My heart belongs to one and only you
I could never want another**

Przyżegał się i odszedł zostawiając Bosco samego. Zaczął padać deszcz. Z nieba leciały duże i zimne krople wody. Bosco jednak nie zwracał na nie uwagi. Stał niewzruszony nad grobem Cruz. Nawet nie wiedział kiedy rozpłakał się. Jego gorzkie łzy mieszały się z deszczem. Zdawało mu się, że cały świat płacze razem z nim, że cały świat opłakuje śmierć JEGO Cruz… „Kocham Cię, Cruz…” – wyszeptał dławiąc się łzami. Poczuł na ramieniu czyjąś rękę.
Podniósł wzrok. Obok stał Sully. Nie mówił nic. Nie musiał nic mówić. On rozumiał. Rozumiał. I dzięki temu Bosco wiedział, że wszystko się w końcu ułoży i że wszystko będzie dobrze. „Musi być” – pomyślał i spojrzał w oczy Sully`emu. Po raz pierwszy od śmierci Cruz na jego twarzy zagościł uśmiech, uśmiech pełen nadziei na lepsze jutro.

THE END

WSPOMNIENIA…
by
Cruz

* Fragmenty tekstu piosenki „You are my shelter” zespołu EKTOMORF.
** Fragmenty tekstu piosenki „By your side” Christiny Aguilery.

VN:F [1.9.20_1166]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.20_1166]
Rating: 0 (from 0 votes)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *